Wsparcie

Wtedy Maryja rzekła:
Wielbi dusza moja Pana,
i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.
Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej.
Oto bowiem błogosławić mnie będą
odtąd wszystkie pokolenia,
gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.
Święte jest Jego imię
a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia
[zachowuje] dla tych, co się Go boją.
On przejawia moc ramienia swego,
rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strąca władców z tronu,
a wywyższa pokornych.
Głodnych nasyca dobrami,
a bogatych z niczym odprawia.
Ujął się za sługą swoim, Izraelem,
pomny na miłosierdzie swoje
jak przyobiecał naszym ojcom
na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki.
Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.
(Łk 1,46-56)

Ubierając w słowa historię spotkania Maryi i Elżbiety, Ewangelista Łukasz mocno się postarał. Stąd mamy Magnificat, nawiązujący do dwudziestu fragmentów jedenastu ksiąg Starego Testamentu.
I tak go zostawmy.  Za to przyjrzyjmy się ostatniemu zdaniu z dziś.

„Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.”

Te trzy miesiące to pierwszy trymestr ciąży Maryi i ostatni – Elżbiety.
Trudno powiedzieć, jak znosiły pierwszy w swoim życiu stan błogosławiony dwie żydowskie kobiety – jedna nastolatka i jedna w podeszłym wieku. Pierwszy trymestr to zazwyczaj dużo nudności i senność, trzeci – czas, w którym brakuje energii i oddechu i nie na wiele można sobie pozwolić. Oba to czas, w którym potrzeba wsparcia, pomocy i dobrze jest mieć kogoś blisko, kto rozumie, porozmawia i cierpliwie wysłucha. A jeśli się zaszło w ciążę w cudowny sposób i ma się chwilowo niemego męża, oraz jeśli się zaszło w ciążę w jeszcze bardziej cudowny sposób, i to przed oficjalnym skonsumowaniem małżeństwa, oraz zostawiło męża sto kilometrów dalej – to jest o czym rozmawiać.

A jeśli w dodatku jedna z nich ma urodzić nowego Eliasza – czyli proroka, który ma bezpośrednio zapowiedzieć Mesjasza, a druga – tego właśnie Mesjasza, to naprawdę jest o czym rozmawiać.

I to jest takie fajne, że Maryja z Elżbietą miały siebie. Że ich rosnące brzuchy były dowodem na prawdziwość słów Boga. Że miały z kim się podzielić uczuciem, że oto przydarzyło im się jakieś czyste szaleństwo: wyobraź sobie, że machają do ciebie i mówią: Cześć, będę matką największego proroka na ziemi! Cześć, a ja będę matką samego Boga!
Nieźle to brzmi, co?

Prywatnie tak sobie myślę, że te trzy miesiące były bardzo ważne: że one wtedy, będąc razem, pomagając sobie i rozmawiając, były pełne radości i uwielbienia. I że ten dobry czas stał się fundamentem dla wszystkiego, co je spotkało później. Upewnia mnie w tym fakt, że Maryja nie czeka na narodziny Jana i na moment, w którym Zachariasz spektakularnie odzyska mowę; dowody nie są jej potrzebne. Już wie i ma pewność.

I myślę też, że Pan Bóg tak bardzo Cię kocha. I tam bardzo dba o to, żeby w każdym trudnym momencie Twojego życia był przy Tobie ktoś, kto będzie wsparciem – choćby przez trzy miesiące. Albo trzy dni.
Ile trzeba.
Dokładnie tak, jak to było z Maryją i Elżbietą.

/Marta/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s