Punkt odniesienia

Jezus powiedział do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: „Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik.
Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: «Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam».
Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: «Boże, miej litość dla mnie, grzesznika».
Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”.
(Łk 18, 9-14)

Nie zdarza się często, żeby w Ewangelii Jezus miał takie grono odbiorców, jak dziś. Zazwyczaj mówi do tłumów, do swoich uczniów, czasem tylko do Dwunastu, mówi do uczonych w Piśmie, do faryzeuszy, do obecnych na uczcie. A dziś mówi do „niektórych”. Takich, którzy spełniają dwa warunki: ufają sobie, że są sprawiedliwi, i gardzą innymi.

Czy ja też jestem w tej grupie „niektórych”?

Tak naprawdę to pytanie brzmi inaczej.
Co jest moim punktem odniesienia?
Kto nim jest?

Po pierwsze – czy nie jestem nim ja sama?
Czy nie uważam, że to ja jestem najważniejsza? Dużo jest teraz takich pomysłów na życie, na rozwój: odkryć siebie, swoje potrzeby, uczynić z siebie priorytet, żeby znaleźć spokój i szczęście. Uznać, że to, co robię, jest w porządku – bo ja sama tak uważam.

Czy mnie stać na to, żeby nie być najważniejszą? Żeby to Bóg był moim punktem odniesienia, żebym to Jemu bardziej ufała niż sobie w kwestii mojej sprawiedliwości? W kwestii mojego szczęścia, spokoju i rozwoju?

Po drugie: czy moim punktem odniesienia nie są inni ludzie?
Czy ta pogarda, którą Jezus podkreśla u faryzeusza, przypadkiem nie udziela się mnie?

Bo przecież kiedy gardzę, to się porównuję.
Gardzę gorszymi, bo są gorsi.
Gardzę lepszymi, bo są… lepsi.

Tym gościem, co ma w sesji same poprawki – i tą dziewczyną, co ma same piątki.
Tym sąsiadem, co pije i bije żonę, i tym, co w niedzielę nawet telefonu nie odbiera, bo ma czas dla rodziny.
Tą sąsiadką, co po rozwodzie żyje na kocią łapę i Kościół miesza z błotem – i z tą, co lata do kościoła codziennie, chociaż ledwo chodzi.

Czy stać mnie na to, żeby się nie porównywać, nie mówić sobie: jestem gdzieś w środku, czyli jestem normalna, jestem w porządku, jestem sprawiedliwa?

Czy potrafię stanąć przed Bogiem, choćby z daleka, i tylko do Niego mówić z głębi swojego serca: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika”?

Marta
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s