Pokarm, który trwa na wieki

Kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że na brzegu jeziora nie ma Jezusa ani Jego uczniów, wsiedli do łodzi, dotarli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: „Rabbi, kiedy tu przybyłeś?”

W odpowiedzi rzekł im Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec”. Oni zaś rzekli do Niego: „Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?” Jezus, odpowiadając, rzekł do nich: „Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał”. Rzekli do Niego: „Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: „Dał im do jedzenia chleb z nieba”. Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”. Rzekli więc do Niego: „Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!” Odpowiedział im Jezus: „Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”.
(J 6, 24-35)

Troszczcie się o pokarm, który trwa na wieki.
Ta Ewangelia mobilizuje mnie do przemyślenia, które miejsce w moim życiu zajmuje Eucharystia.
Czy jest niedzielna, czy codzienna?
Jeśli niedzielna – to czy na pewno jestem na niej, by w Dniu Pańskim prawdziwie spotkać żywego Boga, którego kocham? A może jestem, by „świętować dzień święty”, czyli nie złamać przykazania, z poczucia obowiązku, bo wypada, bo kazali, bo tak mnie wychowano?
Jeśli codzienna – czy jestem na niej, bo taki jest mój rytm, nawyk, powinność wynikająca z powołania kapłańskiego, zakonnego? A może jestem, bo nie chcę przeżyć ani jednego dnia bez tego – najbliższego z możliwych – kontaktu ze Zbawicielem?
I czy naprawdę na niej JESTEM? Ciałem, duchem, myślami, sercem…?
A Komunia święta?
Czy przyjmuję Ciało Jezusa bo tak robią chrześcijanie, a ja przecież się do nich zaliczam, więc przynajmniej czasem „trzeba iść do komunii?”
A może przyjmuję, bo naprawdę pragnie tego moja dusza, moje ciało, po prostu – moje życie?
I czy kiedy podchodzę w procesji, aby przyjąć Komunię świętą mam świadomość, że to nie jest tylko kawałek białej hostii, ale prawdziwy, żywy i jedyny Bóg, który w małym okruchu Chleba daje mi całą wieczność?
Szczerze – różne są moje odpowiedzi na te pytania. I nie z każdej odpowiedzi mogłabym być dumna.
Bez chleba, tego zwyczajnego, spożywanego na śniadanie czy kolację – w gruncie rzeczy nie ma życia na ziemi.
Bez Bożego Chleba, spożywanego zawsze, kiedy pragniesz – nie będzie życia ani na ziemi, ani w niebie.
Panie, dawaj nam zawsze ten Chleb! Dawaj nam siebie samego.
Małgorzata

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s