Znaki

Jezus powiedział do swoich uczniów: „W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku.

Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba. A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec”.
(Mk 13,24-32)

Ta Ewangelia to nie tylko opowieść o końcu świata.
To także lekcja o widzeniu i właściwym czytaniu znaków.
Znaki są mową Boga. Codzienną, nie tylko od wielkiego dzwonu.
Znaki.
To „życiowe wstrząsy”, po których myślimy: nic już nie będzie takie samo.
To zwyczajne, proste gesty, których możemy nawet nie zauważać.
Mogą być piękne i trudne zarazem.
Mogą zachwycać i fascynować.
Czasem mogą przerażać.
Można je odczytywać niewłaściwie.
Można je wciskać w wyłącznie ludzkie ramki.
Można zachowywać się tak, jakby ich wcale nie było.
A można zrobić tak, jak zrobili Piotr, Jakub, Jan i Andrzej – bo to z nimi na osobności Jezus wówczas o  znakach rozmawiał. Wiemy o tym z wcześniejszych kart Ewangelii. Oni nie kombinowali po swojemu. Po prostu zapytali o wszystko Jego.
Kto lepiej niż Bóg, który „przetłumaczył się” na język człowieka, wyjaśni nam o co w tym wszystkim chodzi? Kto lepiej niż On zadba, byśmy nie ograniczali się tylko do własnych interpretacji rzeczywistości?
Odczytywać znaki w towarzystwie Boga.
To najlepszy sposób na to, by widzieć historię własnego życia i świata nie tylko swoimi, ale i Bożymi oczami. Ewangelicznie patrzeć i wreszcie dostrzegać własną codzienność jako dziejącą się historię zbawienia. Swoją i bliźniego. Na dodatek opowiadaną przez Tego, który naszego zbawienia zapragnął jako pierwszy. Tego, który sam o sobie mówił: Pierwszy i Ostatni. Początek i Koniec (Ap 22, 13). Przez Tego, który wszystkich uczył, że lepiej ufać, niż się bać.  Tego, który kiedyś znowu do nas przyjdzie. W mocy i chwale. Na pewno to zrobi!
I koniec świata okaże się naprawdę Dobrą Nowiną.
Małgorzata

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s