Nie tylko świat

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie».
Potem mówił do wszystkich: «Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?»
(Łk 9, 22-25)

Taka jest codzienność, taka jest codzienność wierzących.

Każdy poranek ma być momentem, w którym mówię Jezusowi nie tylko „dzień dobry”. To odważna postawa, która ma nadać porządek całemu memu dniowi. To postanowienie, że cokolwiek się wydarzy, chcę przeżyć dzień tak, by naśladować Jezusa. A wieczór ma być podsumowaniem; refleksją, jaki ten dzień był, ile było momentów dobrych, gdzie objawiła się Boża miłość, a gdzie zabrakło mojej postawy miłości.

Prawda z dzisiejszej Ewangelii jest jeszcze jedna. Można przeżyć dzień – i wiele lat – bez Jezusa. I to życie może być nawet dostatnie i szczęśliwe. Ale jeśli tylko świat zyskam, a Jezusa pominę, to słaby koniec mnie czeka. Kiedy jednak zaufam Jezusowi i oddam Mu swoje życie, kiedy będę starać się Go naśladować – czeka mnie nagroda. Bo czy może być coś pełniejszego i piękniejszego niż życie wieczne z Jezusem?

Boanerges

Ile znaków już Ci dał?

Faryzeusze zaczęli rozprawiać z Jezusem, a chcąc wystawić Go na próbę, domagali się od Niego znaku. On zaś westchnął w głębi duszy i rzekł: „Czemu to plemię domaga się znaku? Zaprawdę, powiadam wam: żaden znak nie będzie dany temu plemieniu”. A zostawiwszy ich, wsiadł z powrotem do łodzi i odpłynął na drugą stronę.
(Mk 8, 11-13)

Jezus westchnął w głębi duszy. Jakby chciał zapytać: „Ile jeszcze?”
Bo tyle już dawał znaków.
Tylu ludzi uzdrowił. Opętanego, trędowatego, sparaliżowanego, z bezwładną ręką, głuchoniemego, kobietę cierpiącą na krwotok, teściową Piotra i tych wszystkich innych chorych, których dolegliwości z Ewangelii nie znamy, a byli przynoszeni do Jezusa.
Wskrzesił córkę Jaira.
Uciszył burzę na jeziorze.
Chodził po wodzie.
Rozmnożył chleb. I to dwa razy.

A oni żądają znaków. Nie proszą. Domagają się. Wiadomo przecież, dlaczego z Nim „rozprawiają”. Nie ma w nich autentycznej chęci poznania, szczerego zainteresowania, miłości. Jest niedowierzanie i ludzka przewrotność.

Jezus wzdycha w głębi duszy, bo o tym wie. Wsiada do łodzi i odpływa na drugą stronę, bo Jego posłannictwo trwa, mimo braku wiary ze strony ludzi. Tam nadal będzie uzdrawiał, nauczał, czynił cuda.

I nie raz jeszcze westchnie w głębi duszy. Już jutro spyta: „Jeszcze nie rozumiecie?”. I choć to pytanie skieruje do Apostołów, trafi ono i do mnie.

Bo tyle już znaków mi dał. W Słowie, w sakramentach, w drugim człowieku. Tyle już mi się w życiu wydarzyło na dowód Jego obecności, mocy i miłości. A ja chcę jeszcze. I jeszcze. I jeszcze.

A On?
Czasem pewnie, patrząc na mnie, wzdycha w głębi duszy. Nadal pyta: „Jeszcze nie rozumiesz?”
Dalej uzdrawia, naucza, czyni cuda.
I…. nie odpływa na drugą stronę.
Zostaje przy mnie.
Dzień po dniu.
Na zawsze.

Małgorzata

Z determinacją

Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, lecz nie mógł pozostać w ukryciu. Zaraz bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, padła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka z pochodzenia, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki. Czytaj dalej